![]() |
kategoria: koty | ||||
SóWKA
Trafiła do CK w kiepskim stanie, wyczuliśmy przy badaniu jej koło kręgosłupa guz. Przyjechała do Krakowa, do domu wolontariuszy, by ją uratować. Baliśmy, że jej wiek i kiepski stan mogą okazać się zabójczą kombinacją. Tak bardzo chcielibyśmy się mylić... A jednak, Sówce nie było pisane żyć dalej... Robiliśmy co się da. Kicia trafiła na pilną konsultację weterynaryjną, zrobiono jej pełne badanie krwi. Wykazało ciężką mocznicę... Jej stan był ciężki. Do tego doszedł katar. Maleńka dostała kroplówkę, wszelkie potrzebne najlepsze leki, została w szpitaliku, żeby mieć cały czas opiekę weterynaryjną. Trzymaliśmy kciuki, żeby przetrwała noc, żeby z nami została... Obiecaliśmy, że zostanie z nami w domu na stałe, jeśli się z tego wygrzebie... Niestety, pod osłoną nocy, cichutko, nie cierpiąc, Sówka odeszła za Tęczowy Most. Odeszła biedna, bezsilna kocia staruszka, którą jakiś bezmyślny, okrutny „człowiek” wyrzucił chorą na mróz, śnieg i poniewierkę... Kiedy do nas trafiła, mimo osłabienia zachowywała się jak typowy domowy kot. Ktoś jej się pozbył. Niestety, mimo naszej wspólnej walki, skutecznie. Smutno nam.:(
Znaleziona późnym wieczorem. Po prostu siedziała na mrozie, na ulicy... Zbyt słaba i ufna, by uciekać, zbyt stara, by móc myśleć, że po prostu wyszła na zimowy spacer w centrum miasta, bo naszła ją taka ochota. Ma puchate, delikatne futerko, które sprawia, że wydaje się być w niezłym stanie - futerko przykrywa sterczące kości. Wydaje się, że nic nie waży - jakby w środku kota był tylko puch, albo, jakby pod futerkiem mieszkała tylko kocia dusza. Znaleźliśmy przy oglądaniu jej spory guz, twardy, tuż przy kręgosłupie, ale nie na nim... Będzie potrzebowała dobrej diagnostyki. Chodzi za człowiekiem krok w krok, zaglądając w oczy i prosząc o noszenie na rękach. Koteczka nie przeżyje pobytu w azylu, szukamy dla niej transportu samochodowego do domu wolontariuszy. Nie mamy odwagi wieźć jej autobusami - boimy się, że dostanie zapalenia płuc przy tej temperaturze, która jest na dworze. Sówka jest wyjątkowa. Nie sposób przestać o nie myśleć - o tym maleńkim nosku, wielkości guziczka z ubranka dla lalek, o tych ufnych oczach, o jej lekkości - jakby tylko siłą woli jeszcze żyła... Sówka bardzo potrzebuje pomocy. Bardzo.
Trafiła do CK w kiepskim stanie, wyczuliśmy przy badaniu jej koło kręgosłupa guz. Przyjechała do Krakowa, do domu wolontariuszy, by ją uratować. Baliśmy, że jej wiek i kiepski stan mogą okazać się zabójczą kombinacją. Tak bardzo chcielibyśmy się mylić... A jednak, Sówce nie było pisane żyć dalej... Robiliśmy co się da. Kicia trafiła na pilną konsultację weterynaryjną, zrobiono jej pełne badanie krwi. Wykazało ciężką mocznicę... Jej stan był ciężki. Do tego doszedł katar. Maleńka dostała kroplówkę, wszelkie potrzebne najlepsze leki, została w szpitaliku, żeby mieć cały czas opiekę weterynaryjną. Trzymaliśmy kciuki, żeby przetrwała noc, żeby z nami została... Obiecaliśmy, że zostanie z nami w domu na stałe, jeśli się z tego wygrzebie... Niestety, pod osłoną nocy, cichutko, nie cierpiąc, Sówka odeszła za Tęczowy Most. Odeszła biedna, bezsilna kocia staruszka, którą jakiś bezmyślny, okrutny „człowiek” wyrzucił chorą na mróz, śnieg i poniewierkę... Kiedy do nas trafiła, mimo osłabienia zachowywała się jak typowy domowy kot. Ktoś jej się pozbył. Niestety, mimo naszej wspólnej walki, skutecznie. Smutno nam.:(
Znaleziona późnym wieczorem. Po prostu siedziała na mrozie, na ulicy... Zbyt słaba i ufna, by uciekać, zbyt stara, by móc myśleć, że po prostu wyszła na zimowy spacer w centrum miasta, bo naszła ją taka ochota. Ma puchate, delikatne futerko, które sprawia, że wydaje się być w niezłym stanie - futerko przykrywa sterczące kości. Wydaje się, że nic nie waży - jakby w środku kota był tylko puch, albo, jakby pod futerkiem mieszkała tylko kocia dusza. Znaleźliśmy przy oglądaniu jej spory guz, twardy, tuż przy kręgosłupie, ale nie na nim... Będzie potrzebowała dobrej diagnostyki. Chodzi za człowiekiem krok w krok, zaglądając w oczy i prosząc o noszenie na rękach. Koteczka nie przeżyje pobytu w azylu, szukamy dla niej transportu samochodowego do domu wolontariuszy. Nie mamy odwagi wieźć jej autobusami - boimy się, że dostanie zapalenia płuc przy tej temperaturze, która jest na dworze. Sówka jest wyjątkowa. Nie sposób przestać o nie myśleć - o tym maleńkim nosku, wielkości guziczka z ubranka dla lalek, o tych ufnych oczach, o jej lekkości - jakby tylko siłą woli jeszcze żyła... Sówka bardzo potrzebuje pomocy. Bardzo.
tak




